Komentarze: 9
Slabnę, psychicznie i fizycznie. Dziś do poludnia mialam taką karuzelę w glowie, że nawet leżąc caly pokój wirowal mi przed oczami. Ale co zrobić? Muszę jakoś ciągnąć ten "wózek".
W poludnie pan z firmy kurierskiej przywiózl mi autorskie egzemplarze mojej książki. I wiecie co? Nazwisko na nich jest napisane poprawnie! A redaktorka pisala, że już nic się nie da zrobić.
Od razu zapakowalam jedną z książek (z wcześniej wypisaną dedykacją) i poslalam Rodzicom. Chcialam Im darować pierwszy egzemplarz.
Dostalam też od znajomej (która nie wie o chorobach moich nabliższych) kilka śmiesznych fotek, więc pomyślalam, że Wy też możecie się z nich pośmiać. Jedną z nich znajdziecie notkę wcześniej, a drugą tutaj:
KOLEDZY WĘDKARZA?